Najpierw tworzymy nasze nawyki, potem one tworzą nas.” Charles C. Noble

Nawyki, nawyki, nawyki… jak trudno jest nam je wykorzenić lub zamienić na bardziej dla nas pożyteczne. Trudno je wszystkie od razu wyliczyć, bo przecież większość z nich dziej się poza naszą świadomością. Są wśród nich takie, które są jak najbardziej pożądane np. mycie zębów po posiłku, wychodzenie z psem na spacer, zamykanie drzwi na klucz; takie które nie mają większego znaczenia i te, których zdecydowanie powinniśmy się pozbyć jak np. podjadanie późnym wieczorem, garbienie się podczas pracy przy komputerze :-), albo nieustanne sprawdzanie poczty czy facebooka, które dekoncentruje nas podczas realizacji skomplikowanych zadań. Pozwólcie więc, że choć na moment, trochę dokładniej się im przyjrzymy. Może dzięki temu, przynajmniej niektórych z nich, będzie nam łatwiej się pozbyć.

Jak to działa?

Na początku, kiedy zaczynamy robić coś nowego, wymaga to od nas uważności i koncentracji. Nowe informacje docierają do płatów czołowych mózgu, a tam poddawane są solidnej obróbce. Pamiętacie, jak zaczynaliście jeździć samochodem? Skoordynowanie kierownicy z biegami i pedałami w podłodze plus uważność na to, co dzieje się na drodze wydawało się koszmarem. A dzisiaj? Mnie zdarza się dojechać z domu do pracy, nie mając nawet świadomości jak to się stało. Dzieje się tak dlatego, że samochodem jeżdżę codziennie, od wielu lat. Nawyk jazdy samochodem nie musi już być „obrabiany” każdego dnia od nowa przez mój mózg. W okolicach mojego „gadziego mózgu”, dokładnie w jądrach podstawnych, powstał wzór nawyku, który pozwala mi działać szybciej i nie męczyć głowy jazdą samochodem.

Nawykowe działanie jest ważnym elementem szerszego kontekstu, czyli pętli nawyku. Zawsze pojawia się tam jakaś wskazówka, po niej nawykowe działanie i nagroda.

Na przykład: jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że codziennie po przebudzeniu bez zastanowienia sięgam po telefon komórkowy i przeglądam popularne portale newsowe i w sumie nawet nie wiem, kiedy stało się to nawykiem. Zauważyłam to, bo coraz częściej zdarzało  mi się wstać później niż planowałam i w efekcie było dużo niepotrzebnej porannej bieganiny i napięcia w domu. Zaczęłam więc zastanawiać się nad tym: po co mi to poranne przeglądanie newsów, zwłaszcza, że dużo tam niepotrzebnej sensacji? I doszłam do następujących wniosków:

  • Budzik (w smartfonie, bo kto dzisiaj używa klasycznych budzików) dzwoni codziennie o 6:20, a ja nie znoszę tak wcześnie wstawać, więc niestety szukam sposobów na to, żeby móc jeszcze chwilę poleżeć, a smartfon z dostępem do internetu leży pod ręką…
  • Przeglądanie newsów wydaje się być dobrym usprawiedliwieniem, bo niby leżę, ale przecież już jestem aktywna, działam, mózg pracuje (to zwyczaj, który jest prosty, nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku. Gorzej gdybym miała zamiar robić serie ćwiczeń)
  • Dzięki temu leżę dłużej w łóżku i mam poczucie, że taka już byłam aktywna i ukierunkowana na biznes od rana

Dlatego kolejnego dnia, kiedy słyszę melodię budzika, sięgam po telefon i odpalam stronę internetową. I kolejny nawyk gotowy. Prawda jest jednak taka, że oszukuję samą siebie, bo na portalach newsowych nieodmiennie sensacja (i w konsekwencji podenerwowanie od samego rana), przeciągam moment wstania z łóżka bardziej niż zakładałam, a to skutkuje lawinową obsuwą czasową.

Dlatego na początek warto wzmocnić czujność i przyglądać się:

  • najpierw swoim rutynowym działaniom,
  • później zastanowić się co jest impulsem do podjęcia takiego rutynowego działania. Czy jest to pora dnia (np. codziennie ok. 6:30 dzwoni budzik, co powoduje, że odpalam internet), albo stan emocjonalny (jestem znudzona, albo zdenerwowana, więc idę zjeść pączka lub zapalić papierosa), albo konkretne osoby (kiedy rozmawiam z szefem, zawsze muszę się pilnować, więc zaczynam się jąkać), albo może miejsce (w domu czuję się swobodnie, więc spędzam wieczór na kanapie, z laptopem na kolanach, choć od dawna powinnam posprzątać).
  • wreszcie zobaczyć co mi to daje, czyli jaką mam z tego nagrodę. Co do nagród: niestety często okazuje się, że nagrody są pozorne, dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa, komfortu lub bycia aktywnym i zaangażowanym.

I co z tym dalej zrobić? Jak to zmieniać?

Po pierwsze, zacznij od dlaczego.

Skoro mamy już rozszyfrowany sposób działania nawyków, to czas poszukać klucza do ich zmiany. A sprawa wydaje się prosta. W rzeczywistości zmiana nawyków wymaga od nas wiele determinacji. Dlatego kluczową kwestią jest odpowiedź na pytanie:

Na ile to co chcę osiągnąć poprzez zmianę nawyku, jest dla mnie istotne, czyli jak ważna jest dla mnie nagroda wynikająca z tej zmiany? A może jak bardzo wierzę w jakąś nową rzeczywistość, która powstanie po zmianie?

Jeżeli jest to tylko kwestia mody (jak np. ostatnio jest z bieganiem), albo ogólnych zasad czy wartości społecznych, to sprawa jest z góry przesądzona: nie uda się. Choć na pewno warto spróbować, bo nawet te kilka dni czy tygodni determinacji będzie dla nas korzystne (a może przy okazji się „wkręcimy”, mimo niechęci ?). Jeżeli jednak bieganie jest związane z czymś zdecydowanie ważniejszym, np. uniknięcie ryzyka zawału lub realizację moich głębokich pasji czy postanowień to zmiana nawyków na trwałe, ma zdecydowanie większe szanse. Nagroda, jest wtedy zdecydowanie bardziej istotna i ma szansę godnie rywalizować z dotychczasową nagrodą, jaką jest  błogie lenistwo.

Po drugie, zamieniaj.

Nawyków nie da się wyeliminować, ale można je zastąpić takimi, które doprowadzą Cię we właściwe miejsce.

 Pochmurny styczniowy piątek, jest 17.30 – choć sobie to obiecywałam, znowu nie udało mi się wyjść wcześniej z biura, aby ominąć koszmarne, piątkowe korki. Tragedia…, zanim dojadę do domu, minie co najmniej godzina. Włączam w radiu ulubioną stację i staram się uspokoić chillout’em zmęczenie i kłębiące się w głowie myśli, ale niewiele to daje. Jest już ciemno, za oknem samochodu ludzie zachowują się tak, jakby w pośpiechu uciekali przed wielką Godżillą i mieli nadzieję, że dotrą do domu na czas, żeby zdążyć jeszcze uratować swoją rodzinę przed atakiem gada. Patrzę z niepokojem, czy ponad dachami nie widać już jej gigantycznego, ryczącego pyska. Nie widać…, pozornie nic złego się nie dzieje. W setkach samochodów wokół mnie, siedzą sfrustrowani, agresywni ludzie. Niestety, ja również dość szybko poddaję się temu nastrojowi…

Nagle przebłysk: przecież mam do słuchania audiobooka. Trzy tygodnie temu postanowiłam spróbować wykorzystywać czas spędzany w korkach, na słuchanie książek, które nie tylko wzbogacają moją wiedzę wykorzystywaną w pracy, ale przede wszystkim mają dla mnie szczególne znaczenie: Rozwijają mnie, pomagają mi być bardziej świadomą tego co się dzieje wokół mnie i wewnątrz mnie. Pomysł świetny, jednak wciąż świeży, dlatego bywa, że o nim zapominam, wsiadając do samochodu. Wpadam wtedy w schemat „ścigania się z uciekającymi przed Godżillą”. Ale nie teraz. Teraz już zamieniłam gada na książkę.

Pewnie gdyby nie książka, dalej byłabym w świecie jesiennej szarugi, pośpiechu i kłębiących się myśli. Ta pętla nawyku  wciąż „odpala” się samoistnie.

 Po trzecie, to konsekwencja czyni różnicę

Wszystkie bez wyjątku nawyki potrzebują czasu, aby stać się automatycznymi. Dlatego warto, abyśmy cieszyli się każdym małym sukcesem, który jest wynikiem naszych starań. Te małe zwycięstwa, powoli pozwalają nam utrwalać nawyk aż wreszcie, tak jak to powiedział Charles C. Noble, staną się częścią nas. Zaczną nas tworzyć. Te małe zwycięstwa to proste rzeczy, na które czasem nie zwracamy uwagi:

  • nowy punkt widzenia na realizowany przez Ciebie projekt, który pojawił się dzięki książce, którą słuchałaś przez ostatnie trzy tygodnie w drodze z pracy do domu;
  • mała zmiana w Twoim codziennym sposobie działania.
  • jakikolwiek mały sukces na Twojej drodze do realizacji marzenia, czego szczerze Ci życzę 🙂

 

Zobacz: Moc Nawyku. Moc Menadżera

Autor: Paulina Carrieu kontakt: paulina@csjet.pl


Podziel się