Całkiem niedawno, na wykładzie dotyczącym komunikacji międzyludzkiej, świetny (i nie mówię tu z przekąsem) językoznawca, wykładowca bardzo zacnego uniwersytetu przytaczał wyniki badań profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego Alberta Merhabiana. Mówił, że podczas aktu komunikacji między dwoma osobami 55% informacji uzyskujemy na drodze komunikacji niewerbalnej, 38% poprzez intonację, a 7%, dzięki wypowiadanym słowom.  Prawda to, czy nie? Odpowiedź przyszła od Kabaretu Hrabi:

A już myślałam, że rozprawiliśmy się z tym mitem i wszyscy wiemy, że wyniki badań profesora Merhabiana zostały niewłaściwie zinterpretowane, czy też źle zrozumiane. Mimo że już od jakiegoś czasu zwracamy uwagę na tę błędną interpretację, to jednak nadal jest ona powielana dość często. Co więcej nawet w publikacjach książkowych, w internecie (nawet na szanujących się stronach www), znajduję  informacje, jak małe (7%) znaczenie ma słowo, i że mowa ciała jest najważniejsza! Jeśli więc ta błędna interpretacja ma się bezpośrednio przełożyć na treść, zawartość i jakość szkoleń (oczywiście nie tylko szkoleń, bo mówimy o całej komunikacji, ale szkolenia to to, co lubimy najbardziej…), to mówię po raz kolejny zdecydowane NIE! :-). Wszystko po to, żeby na szkolenia z komunikacji, wystąpień publicznych itp. popatrzeć rozsądnie.

Z regułą Merhabiana jest trochę tak, jak z efektem świeżości i pierwszeństwa (najlepiej zapamiętujemy to, co usłyszymy jako pierwsze i ostanie): interpretujemy je jak chcemy. Czyli gdybyśmy mieli te dwie zasady odnieść do wystąpień publicznych, to czy można byłoby powiedzieć, że środek nie jest tak ważny, bo i tak mało co zostanie zapamiętane.  No raczej nie, bo dobre wystąpienie powinno mieć świetny początek, niesamowite zakończenie i całkiem niezłe wnętrze. Skąd więc wzięły się nadużycia w interpretacji wyników badań Alberta Merhabiana?

Całe zamieszanie wzięło się stąd, że wnioski, do których doszedł Merhabian, dotyczące wycinkowej i specyficznej sytuacji komunikacyjnej, zastosowano do komunikacji w ogóle.   Mehrabian badał zależności komunikacji werbalnej i niewerbalnej:

  • po pierwsze: tylko w kontekście komunikacji postaw i uczuć, czyli w sytuacji, kiedy osoba badana mówiła o swoich uczuciach, przekonaniach, postawach.
  • po drugie: eksperymenty dotyczyły niespójności pomiędzy przekazem niewerbalnym a werbalnym, a nie komunikacji w ogóle, powtórzę raz jeszcze.

W eksperymencie badani oceniali wagę przekazu słownego, tonu głosu i mowy ciała, w przypadku, kiedy co innego „mówi” mimika twarzy, co innego słyszymy w głosie, a jeszcze inne znaczenie mają wypowiadane słowa. Chodzi o sytuacje, w których np. z wściekłością mówimy: „Ależ naprawdę. wszystko w porządku. Nic się nie stało”.  No i nie ma co się dziwić, że w tym wypadku bardziej uwierzymy komunikatowi przekazywanemu niewerbalnie.

Tyle, że teorii Mehrabiana nie można przenosić na pozostałe sytuacje komunikacyjne (np. komunikację faktów, liczb, informacji merytorycznych), a także na inne kanały komunikacji. Gdyby tak miało być, to komunikując się na przykład na czacie, generalnie byśmy się nie dogadali, bo ani widu, ani słychu. Co prawda w roku 1967, gdy badania przeprowadzano, nie było internetu (dopiero za dwa lata), ale telefony już tak, więc stosując bezkrytycznie wnioski Merhabiana, można byłoby powiedzieć, że zrozumiemy się w 45%. Wiem, że niektórzy powiedzieliby, że to i tak sukces, bo z takim to, a takim, to w ogóle nie da dojść do porozumienia! Ale to jest już temat na inne rozważania.

Patrząc więc realnie na wystąpienia publiczne podczas konferencji, seminariów czy prezentacji produktów lub usług: ludzie naturalnie będą zainteresowani tym, co mamy do powiedzenia. Ważne, żeby było to nie tylko „zjadliwe” merytorycznie, lecz także miłe dla oka i ucha. A tu już rzeczywiście z pomocą przychodzą umiejętności niewerbalne i parawerbalne.

Autor: Urszula Gutowska urszula@csjet.pl

Zapraszamy na szkolenie „Siła słowa, gestu i obrazu”


Podziel się