Fascynuje nas obsesja, jaką przywódcy biznesowi mają na punkcie poczynań konkurencji. Na typowym zebraniu wyższej kadry kierowniczej dużej firmy większość ludzi zabija nudę, sprawdzając wiadomości na smartfonach albo rozmyślając o reszcie dnia, ale wystarczy, by ktoś poruszył temat konkurencji, a wszyscy natychmiast poświęcą mu bez reszty swoją uwagę. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że po osiągnięciu pewnego poziomu w hierarchii przedsiębiorstwa ludzie zaczynają się martwić o poczynania konkurencji w tym samym stopniu co, o własne wyniki. Na najwyższych szczeblach biznesu zbyt często spotyka się osoby o mentalności obrońcy oblężonego zamku.

Bezpośrednim skutkiem tej fiksacji jest pogrążanie się w miernocie. Ludzie na wysokich stanowiskach marnują większość czasu na podglądanie i kopiowanie rozwiązań konkurencji, a kiedy już zdecydują się spróbować czegoś nowego, zabierają się za to bardzo ostrożnie, ograniczając się do stopniowych, mało znaczących zmian. Tak im wygodnie. Postępowanie to przypomina taktyki stosowane w regatach match race, gdzie załoga, która aktualnie prowadzi, powiela manewry znajdującego się za nią rywala, by mieć pewność, że płynie z tym samym wiatrem co on. Firmy o silnej pozycji na rynku lubią trzymać się podobnych rozwiązań, co daje im poczucie, że nikt się nie wyłamie i nie zacznie eksperymentować. Naszym zdaniem wiele racji ma jednak Larry Page (współtwórca wyszukiwarki Google) który jest zdania, że to żadna przyjemność przychodzić codziennie do pracy, kiedy najlepsze, co udało ci się dotychczas osiągnąć, to utarcie nosa innej firmie, która robi mniej więcej to samo co twoja.

Skupiając się na śledzeniu poczynań konkurencji, nigdy nie wypuścicie naprawdę innowacyjnego produktu. W czasie, który wy i wasi konkurenci zmarnujecie na walkę o ułamki pojedynczych punktów procentowych udziału w rynku, ktoś inny, kogo zupełnie nie obchodzi status quo, zbuduje nową platformę, która całkowicie zmieni zasady gry. Pozwolimy sobie jeszcze raz zacytować Larry’ego: „Rzecz jasna, trudno zupełnie nie poświęcać uwagi konkurencji. Wydaje mi się jednak, że jednym z moich głównych obowiązków jest dbać o to, by nasi pracownicy zajmowali się tym jak najmniej. Poza tym wydaje mi się, że mamy skłonność do myślenia o rzeczach, które już istnieją. Tymczasem naszym zadaniem jest wymyślanie rzeczy, na które użytkownicy jeszcze nie wpadli, a naprawdę by się im przydały. Szczególnie, że konkurencja z definicji nie powie nam ani nikomu innemu, kiedy coś takiego wymyśli.”

Nie oznacza to, że konkurentów należy zupełnie ignorować. Współzawodnictwo dobrze na nas wpływa i motywuje do działania na najwyższych obrotach – to ważne, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i pozostawieni sami sobie mamy skłonność do spoczywania na laurach. Na przykład kiedy Microsoft uruchomił w 2009 roku wyszukiwarkę Bing, zaniepokoiliśmy się tym na tyle, by uruchomić ogólnofirmową inicjatywę mającą na celu intensyfikację pracy nad naszą własną wyszukiwarką. Działania te doprowadziły między innymi do powstania wyszukiwania dynamicznego (prezentowania wyników już podczas wpisywania zapytania) i Wyszukiwarki Obrazów Google (która pozwala wykorzystać zdjęcie albo obraz zamiast zapytania tekstowego).

Jak pisze Nietzsche w „Tako rzecze Zaratustra”: „Winniście być dumni z wroga: wówczas stają się wroga waszego powodzenia i waszym powodzeniem”. Bądźcie dumni ze swoich konkurentów, ale nie sugerujcie się ich poczynaniami.”

 

Wpis z książki: Schmidt, Eric. „Jak działa Google.”


Podziel się