Andrea Anastasi: … Kiedy patrzę na moich chłopaków, widzę coś innego niż w telewizji i gazetach. To dla mnie bardzo ważne, że mam do czynienia z innym pokoleniem. Młodsi żyli bez komunizmu i związanej z nim depresji. Kochają wolność i chcą być wolni, a to jest mój sposób życia. Moi siatkarze chcą sami o sobie decydować.

 Wiedział pan o tym od początku?

A.A.: Nie, najpierw próbowałem robić inne rzeczy. Szybko zrozumiałem, że z nimi tak się nie da. Nie chcą, żeby ktoś ich popychał, stał nad nimi i mówił: „Ja jestem trenerem, wiem wszystko najlepiej i musicie zrobić wszystko tak, jak chcę”. Polakom trzeba sprawę wytłumaczyć z innej pozycji. Rozumiem to. Chcę, żeby każdy mój zawodnik włożył w drużynę całego siebie. …

 Podobno w ogóle nie kontroluje pan swoich zawodników. Muszą tylko być o północy w łóżkach.

A.A.: Wyjaśniłem już panu, dlaczego tak postanowiłem. Jeśli oni nie będą mieli ochoty wygrać, to nie wygramy. Takie jest życie, tego nie zmienisz. Jeśli wypiszesz na tablicy żelazne zasady, które panują w drużynie, to pierwszą myślą zawodnika, który je czyta, jest to, jak je obejść. Kocha pan swoją mamę?

 Tak.

A.A.: Założę się, że mówiła panu, że kiedy jest zimno, to trzeba założyć kurtkę. No i grzecznie pan zakładał, a potem za rogiem ściągał ją, myśląc: „Daj mi spokój”. W takich relacjach najważniejsze jest zaufanie. Mieliśmy w drużynie problemy w przeszłości, ale po prostu je przedyskutowaliśmy. Jedno piwo nie jest problemem, dwa też nie, pójdziesz do toalety zrobić siku i już nic w tobie nie ma.

 Miał pan problem z mentalnością polskich zawodników?

A.A.: Kiedy przyjechałem, wszyscy mnie ostrzegali, że Polacy nie mają mentalności zwycięzców. Ale ja jestem szczęściarzem, bo przyjechałem z Włoch. Myślę, że idealną sytuacją dla trenera w waszym kraju jest to, że nie zna języka. Nikt nie chce mi podpowiadać, wciskać swoich teorii…

Źródło: Dziennik „Rzeczpospolita”


Podziel się