Na to wszystko potrzebne są pieniądze. „Tłoczenie plastikowej obudowy miało kosztować jakieś sto tysięcy – powiedział Jobs. – Na wdrożenie całości do produkcji potrzebowaliśmy około dwustu tysięcy”. Wrócił do Nolana Bushnella, tym razem chcąc od niego wyciągnąć trochę pieniędzy w zamian za mniejszościowy udział kapitałowy. „Spytał, czy zainwestowałbym pięćdziesiąt tysięcy, a on da mi jedną trzecią firmy – wspomina Bushnell. – Byłem taki mądry, że się nie zgodziłem. To nawet śmieszne, kiedy teraz o tym myślę, o ile właśnie nie płaczę”.

Bushnell zasugerował, żeby Jobs spróbował z Donem Valentine, bardzo bezpośrednim byłym menedżerem w National Semiconductor, który założył Sequoia Capital, spółkę inwestującą w nowe technologie.Valentine przyjechał do garażu Jobsa mercedesem, w granatowym garniturze, zapiętej pod szyję koszuli i uczelnianym krawacie. Bushnell wspomina, że Valentine zaraz potem zadzwonił do niego, pytając tylko półżartem: „Po co mnie przysłałeś do tych renegatów ludzkiej rasy?”. Valentine mówi, że nie pamięta tych słów, ale przyznaje, że Jobs wyglądał i pachniał trochę dziwnie. „Steve starał się być ucieleśnieniem kontrkultury – wspomina – Miał rzadką brodę, był bardzo chudy i wyglądał jak Ho Chi Minh”.

Valentine nie został jednak najskuteczniejszym inwestorem w Dolinie Krzemowej dzięki temu, że oceniał po pozorach…

„Jeśli mam was finansować – powiedział Valentine – musicie wziąć na wspólnika kogoś, kto się zna na marketingu, dystrybucji i potrafi napisać biznesplan”…

„Niech mi pan podeśle trzy propozycje” – odparł Jobs.

Valentine to zrobił, Jobs spotkał się z kandydatami i między nimi a jednym z nich zaiskrzyło – był to niejaki Mike Markkula…

…Kiedy przyjechał na pierwsze spotkanie do garażu Jobsa, nie wysiadł z ciemnego mercedesa jak Valentine, ale błyszczącej złotej corvetty kabrio. „Kiedy przyjechałem do garażu, Woz siedział przy stole roboczym i natychmiast zaczął się chwalić Apple’em II – wspomina Markkula. – Nie zwróciłem uwagi na to, że obu przydałby się strzyżenie, tylko na to, co zobaczyłem na tamtym stole. Ostrzyc można się w każdej chwili”.

… arkkula zaproponował, że udzieli im kredytu do dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów, w zamian za jedną trzecią udziałów. Apple miało uzyskać osobowość prawną, a on wraz z Jobsem i Wozniakiem, mieli posiadać po dwadzieścia sześć procent udziałów. Reszta miał przyciągnąć przyszłych inwestorów.

Teraz trzeba było namówić Wozniaka, by dołączył do nich na stałe. „Dlaczego nie mogę robić tego na boku, a utrzymywać się spokojnie z pracy w HP?” – spytał. Markkula odparł że to się nie uda, i dał mu kilka dni na decyzję. „Miałem bardzo duże obawy przed zakładaniem firmy, w której musiałbym krzyczeć na ludzi i kontrolować, co robią – wspomina Wozniak. – Dawno temu postanowiłem, że nigdy nie obejmę żadnego stanowiska kierowniczego”. Dlatego przyjechał do przebieralni Markkuli i oświadczył, że nie odejdzie z HP…

„Tata, mama, brat i różni znajomi wydzwaniali do mnie do domu i do pracy – wspomina Wozniak. – Każde z nich mówiło mi, że podjąłem złą decyzję”. Nikomu nie udał się go przekonać. Wtedy zadzwonił Allen Baum – kolega z klubu Buck Fry z Homestead High. „Naprawdę powinieneś to zrobić” – powiedział. Przekonał, że jeśli Wozniak dołączy do Appel na stałe, nie będzie musiał wchodzić do zarządu ani przestawać być inżynierem. „To właśnie chciałem usłyszeć” – mówi Wozniak. – Mogłem zostać na dole organizacyjnej drabiny jako inżynier”. Zadzwonił do Jobsa i oznajmił, że jest gotów do nich przejść.

Źródło: Książka Waltera Isaacson „Steve Jobs”


Podziel się