Weź głęboki oddech i ustaw zegar od nowa – fragment wywiadu z Donovanem Baileyem – złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Atlancie.

Finał IO w Atlancie (1996) na 100 metrów przeszedł do historii ze względu na niewiarygodne emocje związane z trzema falstartami (dwukrotnie Linford Christie i jeden Ato Boldon) oraz dzięki wspaniałej postawie Donovana Baileya, który zdobył wówczas złoty medal i ustanowił rekord świata.

Co oznacza dla Ciebie sukces?
Sukces nie oznacza, że koniecznie musisz pobić rekord świata. Sukces oznacza, że robisz wszystko, co w Twojej mocy, aby zmaksymalizować każdą umiejętność swojego organizmu. Dla niektórych może to oznaczać bycie najlepszym, dla innych może to oznaczać drugie miejsce, dla innych dziesiąte. Dla jeszcze innych może być to coś zupełnie innego. Ostateczny wynik nie jest ważny. Musisz po prostu potrafić spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć, że dałeś z siebie wszystko! Sukces zwykło określać się po wyniku, ale należy pamiętać, że nasz szczyt określają zdolności i talent, jakie otrzymało się od Boga!

Jakie Twoim zdaniem są trzy najważniejsze czynniki istotne dla osiągnięcia sukcesu przez sportowca?
Moim zdaniem takim czynnikiem numer jeden jest własne zaangażowanie. Numer dwa to otaczanie się ludźmi inteligentnymi. Numer trzy to skupienie i dyscyplina. Finał olimpijski w Atlancie był przykładem wykorzystania czynników, które przedstawiłem. Mój czas reakcji był tam przerażający. Pobiegłem najgorsze 30 metrów w życiu i gdybym nie zepsuł tego elementu, to według mojego trenera stać by mnie było nawet na bieg w granicach 9.71, a 9.74.

Więc jak udało Ci się utrzymać skupienie i dyscyplinę, gdy obok Ciebie doszło do aż trzech falstartów?
I to jest właśnie to… Jeśli podchodzisz do wyścigu i masz zbyt dużo myśli, to prowokujesz własną porażkę. Moim celem było zawsze wziąć głęboki oddech i ponownie ustawić zegar od nowa.

Pozornie nie reagujesz na to wszystko, co się wokół Ciebie dzieje. Coś jednak jest w Twojej głowie, coś widzisz, o czymś myślisz…
Ja właściwie tylko planowałem swój spokój. Wokół mnie było kilku zawodników, którzy byli coraz bardziej sfrustrowani, ale mnie naprawdę to nie obchodziło. Widziałem ich frustrację i nerwy, ale jednocześnie planowałem swój spokój tzn. w nich z każdym falstartem narastała złość, a we mnie spokój. Wiedziałem, że gdybym uległ ich myśleniu, to mógłbym popełnić jakiś błąd. To prawda, że wyszedłem z bloków za późno, mój przesadny spokój nie sprowokował u mnie jednak zarówno falstartu, jak i usztywnienia w dalszej części biegu. Byłem skupiony na tym, żeby dopaść ich w końcówce i to się udało.

Źródło: Sprinterzy.com


Podziel się