Pogląd, że człowiek to istota wyższa niż zwierzęta i dlatego ma prawo wykorzystywać je i uśmiercać do woli, w Indiach jest po prostu nie do wyobrażenia. Przyroda nie istnieje po to, żeby człowiek mógł z nią robić, co chce. Nic do niego nie należy. A jeżeli człowiek korzysta z tego, co istnieje, musi dawać coś w zamian: przynajmniej podziękować bogom, którzy go stworzyli. Poza tym sam człowiek jest częścią przyrody. To od niej zależy jego istnienie, a Hindus wie, że „żaba nie pije wody ze stawu, w którym żyje”.

W pewnym stopniu również my, na Zachodzie, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak w naszym sposobie traktowania przyrody. Czasami mamy wręcz wrażenie, że nasza chełpliwa cywilizacja, oparta na rozumie, nauce i panowaniu nad tym, co nas otacza, zaprowadziła nas w ślepy zaułek. Jednak koniec końców wciąż myślimy, że ten sam rozum i nauka pomogą nam się z niego wydostać. Wciąż więc niewzruszenie trzebimy lasy, zanieczyszczamy rzeki, osuszamy jeziora, ogałacamy oceany, hodujemy i uśmiercamy wszelkie gatunki zwierząt, bo to – jak przekonują uczeni ekonomiści – tworzy dobrobyt. Łudząc się, że większy dobrobyt oznacza większe szczęście, angażujemy całą naszą energię w konsumowanie, tak jakby życie było niekończącym się, rzymskim bankietem, na którym się je i wymiotuje, żeby znów móc jeść.

Źródło: fragment książki Tiziano Terzani „Nic nie zdarza się przypadkiem”


Podziel się